poniedziałek, 28 kwietnia 2014

KREM DO RĄK W SPRAYU

Dzisiaj przedstawiam Wam produkt, który zaciekawił mnie gdy tylko zobaczyłam go w gazetce promocyjnej jednej z drogerii. Niestety nie tylko ja byłam go ciekawa- produkt rozszedł się jak świeże bułeczki i musiałam czekać na kolejną dostawę. W końcu, po kilku a może kilkunastu tygodniach oczekiwania nareszcie go zdobyłam.
Jest to INTENSYWNIE NAWILŻAJĄCY KREM DO RĄK W SPRAYU FIRMY PALOMA.



 Zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Krem jest delikatny, pachnący kwiatowo (zapach jest z nami  przez długi czas) i bardzo, bardzo nawilżający. Wystarczy jedna, dwie aplikacje, aby w pełni nawilżyć dłonie. Nawilżenie utrzymuje się bardzo długo dzięki zawartości alantoiny, mocznika ( super), masła shea, oleju migdałowego i makadamia, ekstraktu z perły i protein jedwabiu. Duuuuużo dobrego :) Dzięki oryginalnemu sposobowi aplikacji i długotrwałemu nawilżeniu krem jest również wydajny.


Jak widać na powyższym zdjęciu krem Paloma ma bardzo delikatną, prawie płynną konsystencję. Dzięki temu szybko i bardzo dobrze się wchłania. Nie jest tłusty i nie zostawia też takiej warstwy na dłoniach. 

Wygodny aplikator powoduje, że używamy tylko taką ilość kremu jakiej potrzebujemy. Nic się nie wylewa, nie otwiera wtedy gdy nie trzeba ( np. w torebce, co zdażyło mi się już parę razy). Cena to ok 10 zł za 100 ml. Jedyny minus- bardzo ciężko go dostać. Od czasu zakupu nie widziałam go w żadnym sklepie.



Bardzo się polubiliśmy i gdy tylko znowu na niego trafię, napewno go zakupię "na zapas" :)

SKŁAD:


Miałyście styczność z tym kremem? A może polecacie inny, równie godny uwagi?

Pozdrawiam :*

piątek, 18 kwietnia 2014

WESOŁEJ WIELKANOCY :)

Drodzy Czytelnicy!
Z okazji zbliżających się Świąt Wielkiej Nocy pragnę złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia.
 Radości, spokoju i mile spędzonego czasu w gronie rodziny. 
Życzę Wam, aby ten świąteczny czas pozwolił Wam odetchnąć od gonitwy dnia codziennego. 
Niech zajączek przyniesie to, o czym od dawna marzycie.
 Niech jajeczko smakuje tak, jak nigdy dotąd. 
Niech Śmingus- Dyngus obejdzie się bez większej ilości wody.
Niech pogoda dopisze tak, abyśmy mogli święta spędzić również na zewnątrz, nie tylko w domu. 
WESOŁYCH ŚWIĄT!!!!!

czwartek, 10 kwietnia 2014

MOJA WYCZEKANA NOWOŚĆ!

Nareszcie dzisiaj dotarła! 
Moja długo wyczekiwana butelka BOBBLE!
 Czaiłam się na nią szmat czasu, jednak zawsze jakoś rezygnowałam z kupna. W końcu spontanicznie kliknęłam na Allegro "kup teraz" no i jest.... A nawet dwie :) jedną zakupiłam dla Męża. 
Dla mnie butelka z filtrem w kolorze fuksji o pojemności 550 ml, dla Męża niebieska mieszcząca 1000 ml wody.


Zaczyna się robić ciepło za oknem, więc i organizm będzie potrzebował więcej płynu. Butelka ta jest super rozwiązaniem kiedy pod ręką nie ma żadnego napoju lub gdy braknie tego, który zabraliśmy ze sobą. Jest też niezastąpiona w podróży. Wystarczy nalać do niej zwykłej wody z kranu, a filtr z węgla aktywnego dzięki ładunkowi elektrycznemu dodatniemu oczyści ją z wszelkich zanieczyszczeń oraz zapachów
 ( mających ładunek ujemny). Woda ma smakować jak ta ze sklepu.


Butelka jest miękka, poręczna. Nie można jej myć w zmywarce- nadaje się jedynie do mycia ręcznego. Cena na Allegro: butelka 550 ml- 49,90, butelka 1000 ml- 59,90.
Filtr węglowy ma wystarczyć na przefiltrowanie 150 litrów wody. Gdy to nastąpi wystarczy kupić filtr zastępczy w cenie 29,90. 
Dzięki użytkowaniu butelki Bobble zaoszczędzimy pieniądze. Pomoże ona nam również zadbać o środowisko, gdyż dzięki niej zmniejszy się liczba wyrzucanych przez nas plastikowych butelek. 
Jak narazie jestem zachwycona. Zobaczymy czy moje zdanie zmieni się w trakcie użytkowania, czy pozostanie nadal pozytywne.




Miałyście już styczność z butelką Bobble? Jakie jest Wasze zdanie na jej temat?

Pozdrawiam :)

środa, 9 kwietnia 2014

KOLEJNE ZAKUPY Z AVONU

Już jest- kolejne zamówienie z Avonu. Katalog tym razem był tak kuszący, że strasznie ciężko było mi ograniczyć się do tych kilku produktów, które w końcu trafiły do mojego zamówienia. Oprócz tego, co zamówiłam, zaciekawiły mnie również mgiełki do ciała Naturals w nowych, odświeżonych opakowaniach i formułach ( bardzo chwalone przez znajome)  Na szczęście w porę się opamiętałam, bo w "cudownej szufladzie" czeka na swoją kolej mgiełka Victoria's Secret. Czeka oczywiście na lato- o tej porze roku używam głównie mgiełek. Ich lekka formuła powoduje, że nie czuję się otumaniona zapachem, a jedynie lekko nim otulona.

Oto moje "łupy":

1. WODA TOALETOWA DLA MĘŻCZYZN " TRUE LIFE:



Prezent wielkanocny dla Męża :) bardzo świeży i przyjemny zapach. Długo się utrzymuje i jest wyczuwalny już z daleka. Bardzo dobry wybór ( dobry, bo mój ;)). Cena także bardzo przyjemna- 29,90 za 50ml. 
Mam nadzieję, że spodoba się także obdarowanej osobie. Polecam.

2. ŻELOWA KREDKA DO OCZU SUPER SCHOCK 

Kredka polecana na wielu blogach i kanałach. Bardzo lubię tusz z tej serii, dlatego zdecydowałam się na jej wypróbowanie ( mój odcień to BLACK). Jak dotychczas zastosowałam raz i jestem zachwycona. Kredka miękka, żelowa, łatwa w aplikacji. Narysowana nią kreska utrzymuje się cały dzień- nie rozmazuje się i nie robi brzydkich śladów i "odbić" na powiece. Napewno bardzo się polubimy. Cena: 14,99 za 1,2 g.




3. PŁYN DO KĄPIELI SPRING GARDEN.

Płyny do kąpieli z Avonu również należą do moich faworytów. Kupuję każdy pojawiający się z katalogu zapach. Każda nowość trafia do mojej łazienki. Płyn jest bardzo wydajny. Niewielka ilość tworzy gęstą pachnącą pianę. Jeśli jednak chcemy, aby piana ta towarzyszyła nam przez całą kąpiel, warto dać większą ilość produktu. Inaczej piana bardzo szybko "znika". Mimo to płyny są super. Również nowy zapach SPRING GARDEN od razu trafił w mój gust. Przywodzi on na myśl ogród pełen kwitnących wiosennych kwiatów. Piękny!!! Cena: 9,99 za 500 ml.

4. PRZYRZĄD DO MASAŻU SOLUTIONS.

Kupiłam go, aby wzmocnić działanie mojego kremu antycellulitowego. Zbliża się wiosna, potem lato, zaczniemy nosić krótkie spódnice, szorty... Mam nadzieję, że pomoże mi przygotować moje nogi na nadchodzący sezon :)
Cena: 9,99



To tyle :) jestem bardzo zadowolona z moich nowych nabytków. 
Miałyście któryś z tych produktów? Co o nich myślicie?

Pozdrawiam :)

środa, 2 kwietnia 2014

Ulubieńcy marca 2014

Wiem, wiem... już kwiecień. Mimo to chcę Wam pokazać, jakie kosmetyki w miesiącu marcu okazały się moim "strzałem w dziesiątkę". Produktów tych używałam przez cały miesiąc. Wszystkie trafiły w mój gust i będę ich używać w kolejnych miesiącach również.

Oto one:

Zacznijmy od kosmetyków kolorowych. Moim ulubieńcem okazał się tutaj niepozorny początkowo tusz marki Eveline "Mascara False Definition 3D. EXTENSION VOLUME"  
 ( recenzja tutaj) .Tak go polubiłam, że chwilowo porzuciłam dla niego mojego ulubieńca z Avonu.

 Innym kosmetykiem kolorowym, który bardzo polubiłam jest krem firmy Olay ESSENTIALS z dodatkiem podkładu Max Factor. Produkt o tak lekkiej konsystencji, że mogłam go mieć na twarzy cały dzień bez obaw o to, że w pewnym momencie mi z niej  "zjedzie".Łatwo się go nakłada i rozsmarowuje. Posiada faktor SPF 15 co czyni go idealnym na lato. Bardzo nawilżający i delikatnie maskujący niedoskonałości. Dla mnie w sam raz ( moja skóra nie wymaga intensywnego maskowania). Niestety nie spotkałam go w ostatnim czasie w Rossmannie, gdzie kupiłam pierwsze opakowanie. Z pomocą jak zawsze nadeszło Allegro. Teraz bez obaw mogę go używać codziennie. Mój krem jest dla średniej cery- dla jasnej był mi odrobinę zbyt jasny.




Kolejny ulubieniec ( tym razem pośród kosmetyków do włosów) to MASECZKA DROŻDŻOWA BABUSZKI AGAFII. Jest to maseczka, która ma stymulować wzrost włosa. Jak narazie stosuję ją niecały miesiąc 2 razy w tygodniu, więc jakiegoś rekordowego wzrostu nie zauważyłam. Moje włosy są natomiast gładkie, nawilżone i łatwo się rozczesują. Maseczka ma lekko lejącą konsystencję, co nie stanowi problemu podczas jej nakładania. Dobrze pokrywa włosy i ładnie pachnie ( ja czuję w niej ciasteczka). Jedyny minus- opakowanie w formie słoiczka. Ciężko wylać odpowiednią ilość na dłoń :( ale mimo to polubiłam ją bardzo i dalej będę po nią sięgać. 
Jeśli mowa o włosach to nie mogę zapomnieć o SUCHYM SZAMPONIE ISANA. Zakupiłam go jeszcze przed Bożym Narodzeniem, bo był w Rossmannie na promocji. Stał sobie tak od tego czasu grzecznie na półce i czekał na swoją kolejkę. No i w ostatnią niedzielę marca nadeszła jego chwila. Z powodu zmiany czasu zaspałam rano i nie miałam czasu umyć włosów. Suchy szampon przyszedł mi na ratunek. Odświeżył moje włosy, dzięki czemu wytrzymały w jako takim stanie do wieczora. Niestety nie odpowiada mi jego zapach- kojarzy mi się z tanim lakierem do włosów. Jest intensywny i duszący. Mimo to uwielbiam go za uratowanie świeżości moich włosów. 




Moje serce podbiło w tym miesiącu również MASŁO DO CIAŁA Z KWIATEM MORINGA marki THE BODY SHOP. Bardzo intensywnie pachnące masło, które idealnie nawilża moją suchą skórę. Wyjątkowo wydajne ( opakowanie 50 ml używam od dwóch tygodni i ciągle jeszcze "coś tam jest"). Godne polecenia.
Innym kosmetykiem do pielęgnacji ciała jest ŻEL POD PRYSZNIC YVES ROCHER O ZAPACHU GREJPFRUTA.  Bomba energetyczna. Mocno pachnący żel, który wyjątkowo pobudza zmysł węchu. Pachnie prawdziwym świeżym grejpfrutem! Nawet niewielka ilość powoduje, że czujemy się jakby ktoś z pobliżu jadł ten owoc. Dobrze się pieni i nawilża skórę. Napewno nie ostatnie opakowanie w mojej łazience.




W marcu używałam również wielu innych kosmetyków, ale tych kilka wyjątkowo polubiłam i postanowiłam podzielić się z Wami moją opinią na ich temat.
Czy mieliście styczność z którymś z nich? Chętnie poznam Wasze zdanie :)